autor tekstu: VHO [TcT]
walki z turnieju: *LINK*
20 lutego 2010 roku w leszczyńskim Centrum Kultury i Sztuki odbył się pierwszy w tym roku polski turniej Tekkena 6 – Mad about Tekken. Impreza ta, zorganizowana przez Mycę i Obiego, była pierwszą, która miała miejsce w „stolicy polskiego Tekkena” (to z Leszna pochodzą Matt i Devil – jedni z najlepszych Graczy w Europie). Tak więc po raz kolejny Tekkenowcy z całego kraju spotkali się, by jugglować, setupować, a przede wszystkim świetnie się bawić.
W sobotni poranek udałem się na dworzec, gdzie spotkałem się z Bułą, Guardianem i Di, który przyjechał do Poznania już kilka dni wcześniej. Krótka wizyta w KFC, dyskusja na temat longerów i już gnaliśmy na peron szósty, skąd odjechać miał nasz pociąg. Ruszył, zgodnie z planem, o 7:45. Cóż, na pewno była to jedna z weselszych podróży pociągiem w moim życiu. Kontynuacja dyskusji o longerach, oraz wspomnienia z czasów podstawówki zapewniły nam solidną dawkę dobrego humoru na całe 80 kilometrów między Poznaniem a Lesznem. Gdy wysiedliśmy na leszczyńskim dworcu, spróbowaliśmy skontaktować się z człowiekiem, który miał dowozić graczy na miejsce turnieju. Niestety okazało się, że jego telefon jest wyłączony… Chcąc, nie chcąc, wpakowaliśmy się do taksówki i po kilku minutach staliśmy już przed Centrum Kultury i Sztuki.
Tak, jak przewidywaliśmy, byliśmy pierwszymi uczestnikami, którzy zjawili się na miejscu turnieju. Sala, w której miał się on odbyć wydała mi się dość mała; siedem stanowisk do grania (w tym trzy wyposażone w bardzo dobrej jakości, bezlagowe telewizory LCD) plus stanowisko organizatorów zajmowały znaczną jej część. Wpisaliśmy się na listę obecności, Di, w panda-czapce, przygotował sprzęt do streamowania turnieju i po chwili zaczęło przybywać ludzi. Rozegrałem kilkadziesiąt walk z Frizenem (co tu dużo mówić, jego Lars świetnie radził sobie z moją Xiao), następnie, nieco mniej fightów, z Sepkongiem. Te sparringi pozwoliły mi należycie rozgrzać się przed walkami turniejowymi.
Ostatecznie zapisało się trzydzieści sześć osób, utworzono sześć grup, z których wychodziło pięciu zawodników. Chwilę później dwie urocze hostessy oznajmiły przez mikrofon rozpoczęcie turnieju.
Trafiłem do grupy z Mattem, Robsonem, Obim, Bułą i Danielem K. W pierwszej walce spotkałem się właśnie z Danielem. Obserwując jego wcześniejsze walki sądziłem, że wygram raczej bez trudu. Byłem jednak mocno zaskoczony, gdy mój przeciwnik podczas walki schylał się przy większości moich lowów, bardzo dobrze rwał rzuty i… wykonywał juggle z Tekkena 3. Jakoś wyszedłem z tej walki zwycięsko. Następnie przejechali po mnie Matt i Robson, ja przejechałem po Bule i poległem w bardzo wyrównanej walce z Obim (dziwiłem się niejednokrotnie widząc jakieś nieznane mi zagrania Wanga – po raz kolejny potwierdza się, że znajomość KAŻDEJ postaci to to, co liczy się w Tekkenie 6 najbardziej). Rozgrywki w grupach a następnie freeplaye z Yunem sprawiły, że poczułem lekkie ssanie w żołądku. Kebab wydawał się w tym momencie dobrym pomysłem. Plus dla organizatorów za to, że zadbali o ulotki z pobliskiej pizzerii:)
Po, naprawdę smacznej, śniadanio-obiado-kolacji, przyszła kolej na dalsze zmagania turniejowe. Gdy kebabożercy (sztuk 4) wrócili na salę turnieju, okazało się, że drabinka DE jest już rozpisana. Bez niespodzianek, wszyscy faworyci wyszli z grup. W pierwszej walce trafiłem na Di. Jego nieobliczalna Panda nie dała szans mojej małej, biednej Chince, wysyłając mnie do drabinki przegranych wynikiem 3:0. Chwilę później zmierzyłem się z Krakersem. Tutaj już poszło lepiej, 3:2 dla mnie, po zawziętej bitwie o każdy milimetr energii. Emocje były, adrenalina skakała, czyli wszystko prawidłowo. W kolejnej rundzie miałem walczyć z najlepszym operatorem Lili w Polsce – Solo. Wygrałem pierwszą walkę, w drugiej dostałem solidne lanie, w trzeciej również, choć już nie tak solidne, czwartą walkę wygrałem, a piąta… piątej walki do teraz nie mogę sobie wybaczyć. Dlaczego? Otóż przy stanie 2:2 w rundach Solo, mając energii akurat na jednego juggla spróbował zaatakować mnie podcinką db+4 (gdyby weszła, wystarczyłaby spokojnie, by mnie pokonać), którą zablokowałem. W tym momencie stała się rzecz dziwna. Pomyślałem, że najlepszą odpowiedzią z mojej strony będzie rzut (w dodatku prawy, który u Ling jest bardzo widoczny; dodać jeszcze należy, że do tej pory Solo praktycznie po każdym db+4 obrywał ode mnie juggla). Karanie tej podcinki rzutem nie mogło skończyć się dobrze. Solo wyrwał się, po czym dobił mnie szybkim poke’iem. Ehh, wystarczyło wybić… W ten oto sposób odpadłem z turnieju, jednak jak się okazało – musiałem jeszcze walczyć z Zajmanem; nastąpiło kilka błędów przy wypełnianiu drabinki DE, przez co ja, np. „przeskoczyłem” jeden etap rozgrywek. Wszystko zostało jednak szybko naprawione i turniej już prawidłowo toczył się dalej. Zrewanżowałem się Zajmanowi za porażkę na Art of Tekken w grudniu ubiegłego roku bijąc go 3:0. Tak czy siak, był to dla mnie koniec rozgrywek turniejowych.
Wielkim zaskoczeniem już na początku Double Elimination był wynik starcia Nevan vs Daniel K., z którego ten ostatni wyszedł zwycięsko. W tej fazie turnieju wyraźnie było już widać, że Devil, po porażce na Art of Tekken solidnie przysiadł razem z Mattem do Tekkena 6. Jego Bob bardzo się poprawił od tamtego czasu. Bracia trafili na siebie już w drugiej rundzie DE. Matt musiał “uznać wyższość” Devila (w cudzysłowiu, bo Matt nie gra jeszcze dobrze… Lawem
) i kontynuować turniej w drabince przegranych. Nie powiem, miał ciężką przeprawę. Nevan, Robson, Demon, Solo (notabene bardzo dobra walka, Solo był o włos od zwycięstwa)… dopiero Gajda stawił mu opór zwyciężając w widowiskowym, emocjonującym pojedynku 3:2 i tym samym eliminując Matta z turnieju.
Kolejną osobą, która dosłownie jak burza przedzierała się przez drabinkę był operator „bezelektrykowego Mishimy” – Frizen. Jego poziom znacznie wzrósł od ostatniego turnieju. Frizen wyszedł zwycięsko ze starć z pogromcą Nevana – Danielem K., Tenshimitsu i Di (który, po porażce Pandą zmuszony był zagrać Lee i Rogerem). Nie dał rady jednak pokonać Boba Devila. Spadł do Loosers Bracket, by zmierzyć się w walce o finał z Tokisem.
Muszę przyznać, że to właśnie Tokisa walki oglądało mi się najprzyjemniej. Łodzianin grający Zafiną i wspomagający się gdzieniegdzie Christie zdawał się zaprzeczać wszystkim tier listom uznającym „tekkenowego Volda” za najsłabszą postać w grze. Zabójcze mixupy, setupy i ryzykowne akcje owocowały regularnie padającymi na podłogę szczękami osób, które obserwowały jego walki. Po zwycięskiej walce z Robsonem w Winners Bracket, Tokis został pokonany przez Devila. Kontynuował jednak masakrowanie przeciwników w LB – zbił tam, między innymi, Di i Gajdę (który po raz kolejny musiał zadowolić się czwartym miejscem) a następnie, po ciężkiej walce, pokonał Frizena, zdobywając tym samym miejsce w finale, gdzie już czekał Devil.
Na czas finałowego meczu pozostałe telewizory zostały wyłączone a uczestnicy zgromadzili się przy stanowisku (bądź przed komputerem, w przypadku osób, które oglądały stream
), na którym Devil i Tokis rozpoczynali właśnie pierwszą walkę. Mimo, iż Tokis stawiał konkretny opór, Devil zwyciężył trzy pierwsze walki, po czym jak to on ma czasem w zwyczaju, zaczął „skakać” po postaciach; jedna walka Larsem, jedna walka Mardukiem… Przy stanie 4:3 wybrał Boba, lecz przegrał walkę. To jednak nie podłamało go – w kolejnej zwyciężył po raz piąty i tym samym osiągnął zwycięstwo w zawodach rozgrywanych na „swoim boisku”.
Wyniki:
1. Devil [BOB]
2. Tokis [ZAF/CHR]
3. Frizen [LAR]
4. Gajda [LAR]
5/6. Matt [STE], Di [PAN]
7/8. Solo [LIL], Kiełbasa [różne]
9-12. Demon [STE/MIG], Tenshimitsu [YOS], Gomez [HWO], Benek [LAW]
13-16. Robson [LAW/PAU], Wacho [XIA], Sepkong [BAE], Alik [STE]
Trzej czołowi zawodnicy otrzymali część pieniędzy z wpisowego.
Dochodziła godzina 20:00. „To już… koniec?” – pomyślałem sobie. Wszystko skończyło się bardzo szybko. Był to pierwszy od dawna turniej, na którym nie było ŻADNEGO opóźnienia. Wszystko odbyło się tak, jak zaplanowano, zero przeciągania się grup, zero znikających graczy (co było też po części zasługą mikrofonu i głośników rozmieszczonych w całym pomieszczeniu). Tak szybki i sprawny przebieg zawodów był na pewno w dużej mierze efektem niewielkiej frekwencją (36 osób to około połowa z tych, którzy na forum internetowym planowali się pojawić – niewielka sala, okazała się zatem niemalże idealna przy takiej ilości Graczy), ale też bardzo dobrą organizacją. Uaktualniana na bieżąco tabela DE, dostępna w każdej chwili dla każdego, a także duża odpowiedzialność samych uczestników turnieju i ich rozsądne podejście do całej imprezy dały naprawdę świetne rezultaty.
















![[Bursa VIII 16-18.07.2010] Pro8e(Slayer) vs Cieslak(Faust) [Grand Final] Part 2.avi](http://i.ytimg.com/vi/j25UkIgPLX8/2.jpg)
![[Bursa VIII 16-18.07.2010] Pro8e(Slayer) vs Cieslak(Faust) [Grand Final] Part 1.avi](http://i.ytimg.com/vi/IzVruDZAAdU/2.jpg)
![[Bursa VIII 16-18.07.2010] Kaczilla(E.Honda) vs Snake(Rufus) [Loser Bracket Semi-Final] Part 2.avi](http://i.ytimg.com/vi/kN-enqK5xs8/2.jpg)
Dobra relacja
Rzeczowa, dokładna, poprawna.
Bardzo miło się czyta.
Rzeczywiście dobra relacja, WTG Wacho!! W Łodzi Devil coś wspominał, że Matt się szykuje na SBO, ale coś cienko to widzę.
Good one mate!!