Versus99

28 sierpnia Polska scena fanów bijatyk, po długiej przerwie, po raz kolejny zebrała się w Poznaniu. W domu kultury „Słońce” odbyła się pierwsza edycja bijatykowej imprezy Versus99, której organizatorem był Krystian „Kris” Janiszewski, redaktor serwisu o grach konsolowych i komputerowych Level99. Tym razem, do stolicy Wielkopolski przybyli nie tylko Tekkenowcy – w ramach Versus99 przeprowadzono turnieje dwóch najpopularniejszych obecnie w Polsce bijatyk: Tekkena 6 oraz Super Street Fightera 4.

Ósma rano – pobudka. Doprowadzenie się do stanu używalności, szybkie sprawdzenie zawartości torby; konsola – jest, arcade stick – jest, kable i gra – również. Można ruszać. Autobus oczywiście musiał zaliczyć poślizg. Trudno, przywykłem. Po trwającej niecałe pół godziny podróży znalazłem się w mieszkaniu Krisa. Rozegrałem kilka walk w SSF4 z Cieślakiem, po czym, wraz ze sporą ekipą ludzi „siedzących w temacie” ruszyliśmy na pieszą wyprawę do Osiedlowego Domu Kultury „Słońce”. Problem był jeden, za to dość znaczący. Nikt z maszerujących nie wiedział, gdzie dokładnie ów Dom Kultury się znajduje. Gdyby nie uprzejmość pewnej starszej pani dobrze rozeznanej w terenie, prawdopodobnie długo błądzili byśmy po Osiedlu Przyjaźni. Nieopodal celu naszej podróży przywitała nas ekipa warszawiaków: Cambion, Di i Furb oraz szczecinianie: DaeDraug i Ryld. Zatrzymaliśmy się przed wejściem do Domu Kultury, ponieważ wewnątrz przygotowywane były stanowiska do rozgrywek. Mała początkowo grupka ludzi zaczęła się powiększać z chwili na chwilę i po krótkim czasie, ku niezadowoleniu przechodniów, blokowała już większość chodnika. Stwierdziłem, że czas wedrzeć się do środka i podpiąć moją konsolę do jakiegoś telewizora. W tym samym momencie ze „Słońca” wyszedł Di, który chwilę wcześniej udał się na rekonesans, i przekonał mnie do udzielenia krótkiego wywiadu lokalnej telewizji – tak, Versus99 było pierwszą imprezą tego typu w Polsce, na której pojawiła się telewizja. Po krótkim scharakteryzowaniu dwójce reporterów o co tak naprawdę chodzi w bijatykach wszedłem do sali, w której niedługo miały rozpocząć się turnieje. Pomieszczenie było przestronne, wypełnione światłem padającym z dużych okien – w sam raz na potrzeby turnieju. Znajdowało się w nim 9 Stanowisk – 5 przeznaczonych na Tekkena, 4 na Street Fightera, przy których bądź to podłączano konsole, bądź też już grano freeplay’e. Niestety, okazało się, że na największym telewizorze – 50-calowym LCD występują duże lagi, przez co nie mógł on być użyty w turniejowej rywalizacji. Mimo to jednak dla uczestników pozostało 8 stanowisk do gry wyposażonych w pozbawione lagów telewizory/monitory LCD oraz dwa telewizory CRT. Każdy szanujący się fanatyk bijatyk wie, że przed turniejem warto rozgrzać się przy kilku meczach sparringowych. Tak więc usiedliśmy z Guardianem przy konsoli, w której kręciła się płyta z napisem Tekken 6 i zaczęliśmy okładać się niemiłosiernie po naszych wirtualnych facjatach. W tym czasie na sali pojawiło się sporo osób, których dawno już nie widziałem (między innymi Gajda i Nevan, którzy tydzień wcześniej reprezentowali Polskę na turnieju Tekkena w Londynie). Po ok. 10 walkach w Tekkena uznałem za stosowne zagrać jeszcze kilka rund w Street Fightera. Pomęczyłem Snowa moim Boxerem, Snow pomęczył mnie Akumą… po czym wszyscy Gracze zostali wyproszeni z budynku. Nie, nie ze względu na zachowanie. Chodziło o przygotowanie listy uczestników bez zbędnego chaosu a także o przewietrzenie sali, w której, przy sporym tłumie, ciężko było o większą ilość świeżego powietrza. Niestety, w przypadku Super Street Fightera 4, w przeciwieństwie do Tekkena 6, zabrakło sporo ludzi z czołówki. Nie pojawiły się takie osoby, jak Apolon, GKS, Kaczilla, Krill, Taster, czy Cinas, Crono, Havoc i Vipe z największego w naszym kraju teamu – Poznań Dojo. Po chwili nastąpiło „oficjalne” wejście na salę. Di oraz ekipa Level99 zajęła się zapisywaniem graczy na deklarowane przez nich turnieje oraz pobieraniem wpisowego od osób, które nie dokonały wcześniej wpłaty. Wpisowe (za jeden lub dwa turnieje) wynosiło 25zł, w przypadku przedpłaty; 20zł. Po potwierdzeniu udziału w obu turniejach przystąpiłem do pierwszej walki grupowej w SSF4. Moim przeciwnikiem okazał się znakomicie operujący Rose Fazza. Zasady były tradycyjne – do dwóch wygranych dwurundowych walk, 99 sekund. Po stresującym pojedynku udało mi się pokonać grudziądzanina 2:1. Kolejną walkę grałem z Mańqiem, którego nie widziałem równe dwa lata. Zdziwiłem się, gdy zamiast Rufusa wybrał on Setha i stwierdził, że to nim właśnie będzie grał na turnieju. Nigdy wcześniej nie grałem z Sethem, zupełnie nie wiedziałem, czego spodziewać się po tej postaci. Mimo, że nasza walka była dość wyrównana i bardzo efektowna przegrałem ją stosunkiem walk 2:1. „Dosyć Streeta na teraz” – pomyślałem i poszedłem rozegrać moje walki w Tekkena. Tutaj przekonałem się ile może zdziałać długa przerwa w graniu. Wiedziałem, że nie będzie lekko, jednak, jak się okazało był to jeden z moich najgorszych występów na turnieju Żelaznej Pięści. Przegrałem z Tokisem, Tundrą i Oskarem, co, jak się okazało, było równoznaczne z moją eliminacją z turnieju. Powrót do Street Fightera zatem. Zostały mi jeszcze 3 mecze do rozegrania. Po kolei walczyłem z Di, Mace’m i Alkazzem – wszystkie z tych walk udało mi się wygrać 2:0, przez co wyszedłem z grupy na pierwszym miejscu. Sporą niespodzianką na etapie grupowym okazał się Gracz Vegą o nicku Tejotl, który sprawił spore problemy poznańskiemu adeptowi Jogi – Slide’owi. W tym czasie też zaczęły się narzekania na jeden z telewizorów LCD przeznaczonych do gry w Street Fightera – osoby na nim grające odczuwały dość znaczne lagi (choć oczywiście nie tak wielkie, jak na wspomnianym wcześniej 50” LCD). Po zakończeniu fazy grupowej nastąpiła krótka przerwa na rozpisanie drabinki Double Elimination oraz zjedzenie obiadu dostępnego w atrakcyjnej cenie 13 zł. Faza grupowa w Tekkenie jeszcze trwała – nic dziwnego, ponieważ w turnieju tym wzięło udział około dwa razy więcej osób niż w turnieju SSF4 – prawie 50 – co stanowiło całkiem dobry wynik, jak na obecny stan polskiej sceny. Tutaj również nie obyło się bez niespodzianek takich, jak choćby dramatyczna walka Frizena – jednego z najlepszych obecnie graczy w kraju – o wyjście z grupy; początkowe niepowodzenia spowodowały, że musiał walczyć o każdy punkt, by przejść do dalszego etapu rozgrywek. Ostatecznie uplasował się na trzeciej pozycji, co zapewniło mu awans do DE.

Nadeszła pora na kontynuowanie rozgrywek w Super Street Fightera 4. W pierwszej walce trafiłem na Olka. Pokonałem go i stanąłem naprzeciw Tejotla. Po wygraniu pierwszej walki 2:0, przegrałem kolejną, identycznym stosunkiem rund, przez moją nieznajomość Pazura – Tejotl szybko zauważył, że nie umiem bronić się przed Barcelona Attack – flagowym zagraniem hiszpańskiego torreadora. Trzecia walka była bardzo wyrównana. Zakończyła się na korzyść Tejotla – wylądowałem w Drabince Przegranych. Czekało mnie tam starcie z grającym Ibuki kolegą z Poznania – Draco. Zakończyło się ono moim zwycięstwem 2:0. Okazało się, że czeka mnie kolejna walka z operatorem kunoichi – Lucasem. Przy odrobinie farta zakończyłem spotkanie wynikiem 2:1 dla mnie i pomściłem Snowa, który chwilę wcześniej poległ w walce z Lucasem:) W tym momencie zacząłem realnie myśleć o podium. Od najniższego stopnia dzieliły mnie jeszcze tylko dwie walki. Tylko i aż. Walkę o czwartą lokatę musiałem stoczyć z Mańqiem. Walki grupowe z łodzianinem pozwoliły mi w miarę porządnie poznać Setha i odpowiednio podejść do tego pojedynku. Starałem się utrzymać w ofensywie a do obrony schodzić tylko w ostateczności. Przy stanie walk 2:0 dla mnie i 1:1 w rundach (od tego etapu grało się do trzech zwycięstw), będąc na żyletce energii, zwróciłem uwagę, na to, że Manieq używa bardzo dużo Sonic Boomów. Gdy zauważyłem początek animacji kolejnego projectile’a pomyślałem „teraz albo nigdy!” i odpaliłem ultrę z dasha, która zabrała Mańqowi pozostałą część jego paska życia. Akcja ta wywarła spore wrażenie na publiczności, rozległy się brawa, a ja już przystępowałem do walki z Fazzą o wejście do finału Looser’s Bracket. Wiedziałem jak powinienem zagrać tę walkę, na co powinienem uważać, czego nie robić (w dużej mierze spowodowane to było faktem, że Fazza i ja graliśmy sporo online, przez co nasze style walki nie były nam zbyt obce). Wiedziałem, że Poznań liczy mnie, słyszałem dopingujące okrzyki za plecami, które skutecznie motywowały mnie do gry. Po równie męczącym, jak starcie w fazie grupowej pojedynku z moim imiennikiem wywalczyłem sobie zwycięstwo wynikiem 3:1. Jak się okazało, finalistą drabinki wygranych został Tejotl, który pokonał zupełnie zdezorientowanego Snake’a i czekał już spokojnie na drugiego finalistę. W momencie, gdy zakończyły się ćwierćfinały Tekkena, wszyscy obecni na sali zebrali się, by obejrzeć końcowe pojedynki w Street Fightera. Snake i ja zasiedliśmy do konsoli… podłączonej do wspomnianego wcześniej lagującego telewizora. Opóźnienia przeszkadzały obu stronom (właściwie to nie wiem, dlaczego nie przesiedliśmy się w trakcie meczu na inne stanowisko), przez co walka traciła sporo na widowiskowości. Jednak to nie lagi przyczyniły się do takiego, a nie innego wyniku meczu. Najlepszy w Polsce operator Rufusa udowodnił, że znacznie przewyższa mnie umiejętnościami; „przejechał” po moim Boxerze niczym japoński kombajn najnowszej generacji, wynikiem 3:0 wchodząc do wielkiego finału. Fakt, że zagrałem tę walkę totalnie bezmyślnie, jakby zmęczony poprzednim pojedynkiem. Fakt, że muszę nauczyć się grać na Rufusa.

Nadeszła pora na decydujące starcie turnieju. Zwycięzca drabinki wygranych – Tejotl, grający Vegą kontra zwycięzca drabinki przegranych – Snake, Gracz Rufusem. Tejotl wygrał pierwszą walkę. Przegrał kolejne sześć (dwa sety do 3 zwycięstw; przypominam, że w DE zwycięzca drabinki przegranych musi wygrać dwukrotnie więcej walk w wielkim finale, niż zwycięzca drabinki wygranych). Dzięki oglądaniu tej walki i obserwowaniu zachowań Snake’a nauczyłem się skutecznie grać na Vegę i bronić przed „Barceloną”.

Po chwili nastąpiła przesiadka na drugą stronę pomieszczenia, gdzie odbyć miał się półfinał i finał turnieju Tekkena. W pierwszej walce naprzeciw siebie stanęli dwaj najlepsi Gracze Larsem w Polsce – Gajda i Frizen. Po zaciekłym pojedynku na wysokim poziomie zwyciężył Frizen, przechodząc tym samym do wielkiego finału, gdzie czekał na niego Di – znany dobrze nie tylko w Polsce gracz Pandą, który to kilka chwil wcześniej wysłał Frizena do drabinki przegranych. Wielki finał był na pewno najlepszą walką całego turnieju. Idealne karanie wszystkich strat, wykorzystywanie każdej sytuacji do juggla, ściany – nagradzane było gromkimi brawami. Frizen wygrał pierwszy set 3:2. Napięcie sięgało zenitu. Kolejny set stał na równie wysokim poziomie, co pierwszy. Zarówno Di jak i Frizen wspinali się na wyżyny swoich umiejętności, by pokonać rywala. W decydującym starciu, dzięki odpowiednio wykorzystanym akcjom z użyciem ścian zwyciężył Frizen, wygrywając tym samym cały turniej.

Po zakończeniu obu turniejów i częściowym uporządkowaniu sprzętu przyszła pora na wręczenie nagród.

Wyniki:

Tekken 6:
1. Frizen (Lars, Steve)
2. Di (Panda)
3. Gajda (Lars)
4. Nevan (Anna)
5-6. Tundra (Lars, Raven), Tokis (Law, Zafina)
7-8. Rafimaru (Nina, Lars, Ganryu), Gagarin (Yoshimitsu)

Super Street Fighter 4:
1. Snake (Rufus)
2. Tejotl (Claw)
3. Wacho_VHO (Boxer)
4. Fazza (Rose)
5-6. Cieślak (Dudley), manieq (Seth)
7-8. Di (Blanka), Lucas (Ibuki)

Frizen i Snake za pierwsze miejsca otrzymali oryginalne pady do PS3 – Dual Shock 3, ufundowane przez ElectroMarket.pl oraz 30% zniżki na zakup w sklepie konsolowym DaxGames. Di i Tejotl zostali nagrodzeni poręcznymi torbami do przenoszenia Playstation 3 oraz kuponem zniżkowym 20%, Gajda i ja natomiast dostaliśmy śliczne i niezwykle trwałe obrazy odpowiednio z Tekkena 6 i Super Street Fightera 4 oraz zniżkę w DaxGames o wartości 10%. Dodatkowo, wszyscy podiumowicze otrzymali kupony na zniżkę przy zakupie obrazu z galerii Alkazza. Oficjalna część imprezy zakończyła się przed godziną 21, 3 „aftery” trwały do rana.

Uważam, że Versus99 wypadł bardzo dobrze, jak na pierwszą edycję eventu. Level99 sprostał oczekiwaniom Graczy i myślę, że tylko kwestią czasu jest pojawienie się zapowiedzi kolejnego V99. Cieszy fakt, iż znaleźli się sponsorzy, którzy ufundowali nagrody dla zwycięzców. Imprezy tego typu stanowią znakomitą metodę dotarcia do dużego grona odbiorców, dlatego też mam nadzieję, że w przyszłości więcej firm zmieni podejście do sponsorowania eventów gaming’owych.

autor: VHO

Odpowiedzi: 3 do “Versus99”

  1. Denae mówi:

    Taka mała uwaga – turniej nie był inicjatywą jednej osoby, organizowany był z ramienia całego serwisu (traktujemy o grach konsolowych, a nie komputerowych). Na turnieju prócz Krisa, mogliście zobaczyć m.in. Squallu`a. :)

  2. jamor mówi:

    Dopiszę że ze Szczecina był Wasz fotografik: jamor byl subtag był Adax oraz Bus.

Trackbacki/Pingi

  1. [...] właśnie relację z turnieju Versus99 autorstwa VHO. Zainteresowanych zapraszam pod TEN ADRES. Artykuł został opublikowany tak późno ze względu na problemy techniczne, za które [...]


Napisz komentarz